Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 marca 2017

LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM czyli obraz walki jednostki z systemem


"Lot nad kukułczym gniazdem" to powieść, z przeczytaniem której zwlekałam dość długo, gdyż oglądałam film, więc wydawało mi się, że wiem co zastanę w książce. Jak jednak szybko się przekonałam - tylko mi się wydawało. Jak byłam daleka od prawdy? Za chwilę się przekonacie. 




"Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Kessey'a to powieść, która niewątpliwie należy do kanonów światowej literatury. Nie mniej znany jest film z 1975r w reżyserii Milosa Formana pod tym samym tytułem z genialną rolą Jacka Nicholsona. 
Akcja powieści rozgrywa się na oddziale szpitala psychiatrycznego. Trafia tam McMarphy - cwaniak i arogancki drań, który udaje wariata by w ten sposób wymigać się przed wyrokiem za drobne przestępstwa. Nie spodziewa się jednak, że tym samym dobrowolnie skazuje się na pobyt w szpitalu, gdzie niepodzielną władzę sprawuje Wielka Oddziałowa - siostra Ratched. 
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że siostra Ratched to uosobienie dobroci i ciepła. Jednak przy bliższym poznaniu widzimy despotyczną i bezkompromisową postać, która trzęsie całym oddziałem, budząc lęk nie tylko wśród pacjentów ale całego personelu. Funkcjonowanie oddziału oraz życie pacjentów zamknięte jest w rygorystycznych ramach wewnętrznego regulaminu, który stworzyła i którego strzeże Oddziałowa. 
Narratorem powieści jest potężny Indianin, nazywany Wodzem, który udaje głuchoniemego. Wódz cierpi na paranoję - wydaje mu się, że na zewnątrz istnieje Wielki Kombinat - organizacja, która dąży do uporządkowania świata a szpital to komórka, której celem jest naprawa wadliwych jednostek. 
Czy aż tak bardzo się mylił? Myślę, że nie. Dla mnie ta książka oraz postacie głównych bohaterów to symbol walki jednostki z systemem. Walki o wolność, odrębność, indywidualność, prawo do własnych wyborów i przekonań. 
Widać to wyraźnie na przykładzie pacjentów szpitala, o których na pewno nie można powiedzieć, że są chorzy psychicznie. Na oddziale przebywają ludzie nie mieszczący się w pewnych ramach społecznych. A co w tym wszystkim jest najsmutniejsze? Przebywają tam dobrowolnie. Dobrowolnie narażają się na codzienne poniżanie! "Pozwalałem sobie na pewne praktyki, które społeczeństwo uważa za wstydliwe. I zachorowałem. Nie sądzę, żeby powodem były akurat te praktyki, raczej świadomość, że wskazuje na mnie potężny, karzący palec społeczeństwa, a donośny głos miliardów powtarza: "Wstyd. Wstyd. Wstyd." Tak społeczeństwo postępuje z odmieńcami." 
Przybycie na oddział McMarphy'ego wszystko zmienia. Jako pierwszy pokazuje, że można i warto walczyć o swoje prawa, a przynajmniej próbować. Czy jednak jednostka może wygrać z systemem i czy rudowłosy Irlandczyk tą walkę wygrał? Dowiecie się czytając książkę. Ja polecam serdecznie! Bardzo dobra pozycja, obok której żaden książkożerca nie powinien przejść obojętnie.
Jak w zestawieniu z książką wypada film? Jak wspomniałam na wstępie, w przypadku "Lotu nad kukułczym gniazdem" najpierw był film, który uważam za świetny a dopiero później książka. Jak w wielu innych tego typu zestawieniach, film zdecydowanie przegrywa. Co ciekawe, film przegrywa wcale nie dlatego, że jest kiepski, ale dlatego, że książka jest rewelacyjna! 
Dlatego też film również gorąco polecam choć może nie bezpośrednio po lekturze, bo wówczas możecie mieć lekki niedosyt. 

Film możecie obejrzeć TUTAJ

Na koniec zostawiam Was z fragmentem zaczytanym w książce: "Teorię społeczności terapeutycznej słyszałem już tyle razy, że mam ją w małym palcu: jak to człowiek musi się nauczyć współżyć w grupie, zanim będzie mógł funkcjonować w normalnym społeczeństwie: jak to grupa może pomóc, wytykając mu jego błędy; jak to właśnie społeczeństwo rozstrzyga, kto jest, a kto nie jest normalny, więc należy starać się sprostać powszechnym kryteriom."

Prawda, że skłania do refleksji? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz