Szukaj na tym blogu

czwartek, 2 marca 2017

W IMIĘ DZIECKA - banał odarty z emocji

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że po przeczytaniu książki nie czujecie nic poza wrażeniem, że ktoś Wam wcisnął niezły banał? Mnie zdarza się mieć takie wrażenie. Ostatnio po lekturze "W imię dziecka" Ian'a McEwan. 

"W imię dziecka" to książka, która porusza bardzo ważne kwestie moralne. Opowiada historię Fiony Maye, sędziny Sądu Najwyższego, która musi podjąć decyzję w niezwykle trudnej sprawie. Bohaterka, która jest specjalistką od prawa rodzinnego musi orzec w sprawie 17 - letniego Adama, który ze względu na przekonania religijne nie chce poddać się leczeniu. Chłopak jest Świadkiem Jehowy i odmawia transfuzji krwi, która może uratować mu życie. 
Dodatkowo Fiona przeżywa poważny kryzys w swoim związku. Jej mąż po trzydziestu latach małżeństwa wyprowadził się z domu do innej kobiety.
 

Wydawałoby się, że jest to doskonały materiał wyjściowy do napisania świetnej książki. 
Ludzie lubią czytać o dylematach moralnych, lubią gdy poruszane są niezwykle ważne tematy, gdy waży się czyjeś życie. Jeśli dodatkowo gdzieś w tle jest zdrada i złamane serce to niczego więcej do bestsellera nie potrzeba.  
Co tym razem poszło nie tak? No moim zdaniem, poza pomysłem, wszystko!
Niestety autor oba wątki okroił do minimum. Nie mamy tu więc ani wielkiego procesu ani wielkiej zdrady. Oba tematy są jakby delikatnie muśnięte a sprawy rozwiązują się same lub za sprawą anielskiego śpiewu bohaterki. Banalne? To nie jedyne banały w tej powieści. Książka posiada nieco ponad 250 stron z czego dużą jej część zajmują nic nie wnoszące do fabuły opisy prowadzonych przez Fionę spraw a wykreowane postacie są tendencyjne i nie pozbawione stereotypów: 
  • Fiona, główna bohaterka, niespełna sześćdziesięcioletnia kobieta, cierpiąca z powodu braku dziecka, którego nie posiada, ponieważ nie zdążyła z macierzyństwem zatracona w robieniu kariery. Oczywiście z pasją gra na fortepianie i słucha muzyki (oczywiście klasycznej).
  • Mąż Fiony - Jack, (oczywiście profesor), który zdecydował się na porzucenie żony, gdyż ta zapracowana kobieta od siedmiu tygodni i jednego dnia (!) unikała bliższych z nim kontaktów a on zapragnął przeżyć wielki, namiętny romans. Aż dziw bierze, że to małżeństwo przetrwało trzydzieści lat! 
  • Adam, chory na raka nastolatek, który wbrew swojej woli, zgodnie z nakazem sądu poddał się zabiegowi transfuzji krwi. Adam z wdzięczności za werdykt uratowanie życia chce zamieszkać z Fioną i jej mężem: "Mógłbym wykonywać różne drobne prace w domu, sprzątanie, sprawunki. A pani dawałaby mi listy książek do przeczytania (...)"I jeszcze ten pocałunek...
Wystarczy? Ja mam już dość a mogłabym jeszcze wymienić dużo więcej jak choćby scena w szpitalu, kiedy to pani sędzina wykonuje pieśń przy akompaniamencie skrzypiec Adama. 
Mnie ta książka nie przekonała! Kompletnie! Zero emocji! Zarówno w osobach głównych bohaterów jak również w mojej osobie po przeczytaniu tej pozycji.  
W mym rankingu Największych Rozczarować Czytelniczych ostatnich miesięcy książka zasłużyła sobie na wysoką lokatę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz